Facet na porodówce

Tatiana Audycka/"Mamo, to ja"

Kobiety krzyczą czasem na mężów przy porodzie. Ale obecność faceta zazwyczaj pomaga. Tatusiowie często się boją, choć „po wszystkim” są dumni i szczęśliwi. O mężczyznach na porodówce opowiada położna.

mężczyzna, kobieta, mama, tata, ciąża fot. Panthermedia
Niedawno moja ciężarna znajoma oznajmiła, że porody rodzinne to moda. „Moda?” – byłam zaskoczona. Bo ona przemija, a ja mam nadzieję, że porody rodzinne zostaną. Bo rodzić z kimś to nie jakiś tam trend, to niezwykłe przeżycie dla wszystkich. Potwierdza to Katarzyna Rzeszotarska, położna z Gdańska, która jest fanką wspólnego rodzenia.

Wątpliwości
Rodzinny poród ma wiele plusów. Trwa krócej, przebiega harmonijniej, mniej nerwowo. Rodząca nie jest taka spięta, zestresowana, bo obecność kogoś bliskiego sprawia, że czuje się bezpieczniej, ma też poczucie, że w każdej chwili może liczyć na wsparcie.
– W szpitalu, w którym pracuję, zdarzają się kobiety rodzące same, ale to są wyjątki – opowiada położna. – U nas normą jest, że kobieta do porodu idzie z kimś. Zwykle z partnerem. Oczywiście mają oni wątpliwości. Czy sprostają wyzwaniu? Czy nie zemdleją?
– A czy się sprawdzają? I to jak! Dlatego szkoda rezygnować z tych emocji, jeśli nie ma się stuprocentowej pewności, że nie chce się brać udziału w porodzie. Wiele par opowiada później, że wspólny poród był ich najpiękniejszym przeżyciem. Że zbliżył ich do siebie.
A o co pytają panowie, gdy rozważają poród rodzinny?
– O to, „Czy na pewno muszę?”, „Co ja będę tam robić?” i „Czy będę musiał oglądać krew?” – mówi pani Katarzyna. – Zdarza się, że obecność mężczyzny przy porodzie jest wymuszona. Wtedy atmosfera jest napięta. Partner wręcz przeszkadza kobiecie, a ta pewnie żałuje, że na niego naciskała. Dlatego jeśli on nie chce, to lepiej go nie zmuszać. Dla swojego komfortu.

Na porodówce

Okazuje się, że historie o mdlejących tatusiach można odłożyć do lamusa.
– Zdarzyło mi się to dwa razy. I zawsze byli to postawni panowie, których trudno było „zebrać” z podłogi? – śmieje się położna. –  Mdleją na widok krwi, ale to zadanie położnej, by mężczyźni jej nie widzieli. A co na to rodzące? – Nawet tego nie zauważają. Są tak skupione na bólu, skurczach... No to jak jest: potrzebują one tej drugiej osoby, czy nie?
– Potrzebują, ale przed porodem i po nim – tłumaczy. – I to nie tylko ciężarna, ale też położne. Panowie dodają otuchy, masują swoje panie, ale i zaalarmują, gdy coś dzieje się z rodzącą. Czy są tacy, którzy wychodzą w czasie porodu? – Nawet jeśli wcześniej para tak się umówiła, to panów tak wciąga akcja, że zapominają o tym.

Śmiejmy się
Pomagają, ale też rozładowują napięcie.
– Wykończona rodząca próbowała się przespać między skurczami. Nie udało jej się zmrużyć oka, bo jej partner przerażony krzyczał, by ją budzić, by porodu nie przespała – opowiada położna. – Tłumaczyliśmy, by dał spokój żonie, bo porodu NAPRAWDĘ nie da się przespać. – Inny pan... Poprosiliśmy go o przecięcie pępowiny, a on na to zaskoczony: „Ale dlaczego ja?”. Wiec mówimy, że jest ojcem i że taki zwyczaj… „A to co innego, to ja chętnie” – stwierdził. Nie miał już oporów.
– Kiedyś pewien pan, gdy zauważył główkę malca, krzyknął, by ciągnąć to dziecko, bo wejdzie z powrotem. Aż wstał z tych emocji. Kupa śmiechu!
Sonda

Podobne tematy

oceń artykuł 1 głos

Wyslij znajomemu Drukuj Dodaj do teczki

Ten artykuł nie ma jeszcze opinii. Skomentuj go.